peugeot 206 1.4 hdi

50 000 km Peugeotem 206, czyli kto się boi Francuza?

Peugeot 206 pojawił się w moim garażu dość niespodziewanie. Tak, zupełnie świadomie garażuję 206-tkę 😉 Miał służyć przede wszystkim w firmie, a kratka za przednimi fotelami i magiczny wpis w dowodzie rejestracyjnym „VAT-1” miały zapewnić tanią eksploatację.

Peugeot wyprodukowany został w 2007 roku i przez cztery lata służył dzielnie w jednej z firm telekomunikacyjnych, gdzie udało mu się przejechać 117 000 km. Traktowany był tam nie najgorzej, o czym świadczy oryginalna powłoka lakiernicza na całym samochodzie, bardzo dobry stan wnętrza oraz kilka wpisów w książce serwisowej. Tego jeszcze nie było – zamiast traktować progi zwalniające jako wyskocznie, użytkownik Peugeota, oddając samochód do serwisu, zgłaszał różnego rodzaju usterki, na przykład stukanie w zawieszeniu. Pracownicy autoryzowanego serwisu Peugeota musieli mieć niezły ubaw – pewnie, że stuka, w końcu to Peugeot ;).

thumb_IMG_0540_1024

Mogę spokojnie napisać, że samochód w takim stanie jest wręcz marzeniem handlarza. Lakier i szyby oryginalne, kupiony w Polsce, pierwszy właściciel, żaden miernik powłoki lakierniczej mu niestraszny ;). Co mogłoby zniechęcić? Przede wszystkim wyposażenie, a raczej jego brak. Poza wspomaganiem kierownicy samochód nie posiada żadnych dodatków. Brak klimatyzacji można wybaczyć, ale w aucie z 2007 roku mógłby się już znaleźć chociaż centralny zamek.

Pierwsza jazda testowa odbyła się na odcinku 350 km, które dzieliły miejsce zakupu od domu. Dane techniczne nie zachwycały. Poza Fiatem 126p, którego swego czasu posiadałem, nigdy nie prowadziłem tak słabego samochodu. Przyznacie, 70 KM to niewiele. Dlatego też przed wyjazdem nabyłem zapasy żywności i napojów, które miały mi wystarczyć na wielogodzinną podróż. I wiecie co? Niewiele zjadłem. Okazało się, że turbodiesel o pojemności 1400 cm3 świetnie daje sobie radę z lekkim nadwoziem. Lżejszym niż zazwyczaj, gdyż wersja ciężarowa została pozbawiona tylnych foteli i wygłuszenia, co dobitnie rzuca się w uszy. Jeżeli jeździliście kiedyś małolitrażowym turbodieslem na pewno będziecie wiedzieli, co mam na myśli: te silniczki z niesamowitą łatwością nabierają obrotów i wyrywają do przodu jak szalone. Wręcz nie mogłem uwierzyć, gdy po dłuższej chwili miałem na liczniku 170 km/h. Przecież to tak szybko nie powinno jechać! A jak Peugeot hamuje? Jeżeli komuś, tak jak mnie, nie przeszkadza brak ABS-u, to naprawdę bardzo dobrze. I choć przednie tarcze średnicą nie szokują, a z tyłu odnajdziemy tradycyjne bębny, to nawet kilkukrotne mocne hamowanie nie powoduje nadmiernego przegrzania hamulców i znacząco nie umniejsza ich skuteczności. Pochwalić muszę jeszcze skuteczność hamulca ręcznego, który zimą daję naprawdę dużo frajdy w ciasnych zakrętach.

thumb_IMG_6754_1024

Jak wiadomo, precyzyjna zmiana biegów nie jest mocną stroną wielu francuskich konstrukcji. 206-tka nie stanowi tu wyjątku, choć jej przypadłość nie jest specjalnie uciążliwa – zgrzyt podczas szybkiej zmiany z czwartego biegu na piąty. Nieprzyjemnego dźwięku można było uniknąć, zatrzymując na chwilkę drążek w pozycji „luz”, a sprawę definitywnie załatwiło dodanie Ceramizera do oleju w skrzyni biegów. Radość ze zmiany biegów potęguje zamontowany aluminiowy drążek z wersji GTI. Jest śliczny i super leży w dłoni, a entuzjazm ostudziły dopiero pierwsze mrozy – okazało się, że po kilku godzinach na mrozie gałka jest zimna jak lód i bez rękawiczek ani rusz.

thumb_IMG_6749_1024

W 206-tce Peugeot po raz ostatni zastosował tylną belkę. Rzeczona belka, zgodnie z internetowymi doniesieniami, kosztuje majątek, a jej wymiana wymaga niesamowitej wiedzy i umiejętności. Seryjna belka wytrzymała trochę ponad 160 000 km, a po jej rozłożeniu na części pierwsze okazało się, że wymienić trzeba było jeden sworzeń i dwa łożyska. Koszt części zamknął się w kwocie 300 zł i od tego czasu belka zachowuje się bardzo przyzwoicie. Dodam, że awarii nie sposób nie zauważyć. Samochód zaczyna myszkować w zakrętach, szczególnie na kiepskiej nawierzchni, a z tylnego zawieszenia zaczynają się wydobywać dziwne dźwięki. Dodatkowo tylne koła tracą pion i wyglądają, jakbyśmy znacznie przeładowali auto.

Skoro mowa o awariach, to oczywiście kilka podzespołów na przestrzeni 50 000 km wyzionęło ducha. W sumie to dokładnie trzy, więc lansujący teorię o ogromnej awaryjności francuskich samochodów będą zawiedzeni. Dość uciążliwa okazała się awaria czujnika położenia wału. W trakcie jazdy silnik zaczął przerywać, rozruch stawał się coraz bardziej utrudniony, a będąc już na terenie warsztatu, żabojad stanowczo odmówił uruchomienia. Wymieniona została linka sprzęgła, choć podejrzenie pierwotnie padło na sprzęgło, które wciąż jest jeszcze fabryczne i ani myśli się ślizgać. I na ostatnim miejscu ląduje akumulator, który wymagał już wymiany.

Oczywiście nie zapomniałem o okresowych wymianach oleju silnikowego, które odbywały się co 15 000 km oraz jednorazowej wymianie oleju w skrzyni biegów. Założyłem również, tuż po zakupie, nowe tarcze i klocki hamulcowe oraz okładziny tylnych hamulców, które w tej wersji są oczywiście bębnowe. W najbliższym czasie niezbędna będzie wymiana tłumika końcowego, który wciąż jest jeszcze cichy, ale nosi już ślady zaawansowanej korozji. Przy najbliższej wymianie oleju Peugeot dostanie również nowe końcówki drążków kierowniczych, zajrzeć trzeba będzie również do hamulców.

Skąd tak mała awaryjność? Mam pewną teorię. Duże znaczenie ma na pewno dbałość o samochód i jego prawidłowa eksploatacja, ale jest coś jeszcze – zupełny brak elektroniki, często zawodnej w samochodach francuskich. Bo przecież nie może się zepsuć coś, czego nie ma.

Jeżeli posiadacie bardziej wypasioną wersję i macie mniej szczęścia w zakresie bezawaryjności, pragnę Was uspokoić – ceny części zamiennych, zarówno nowych, jak i używanych, są niskie, a dostępność naprawdę bardzo dobra.

Peugeot dał się poznać jako auto niezwykle ekonomiczne. Spalanie na trasie podczas dynamicznej jazdy oscyluje w zakresie od 5 do 5,5 litra, a w mieście nigdy nie udało mi się przekroczyć 6 litrów. Najniższe zanotowane spalanie to nieco ponad 4 litry przy spokojnej jeździe na trasie.

thumb_IMG_6765_1024

Zaletą posiadanej przeze mnie wersji jest bagażnik. Brak tylnej kanapy powoduje, że do 206-tki zmieści się naprawdę dużo. Jedynym minusem jest brak półki, którą można byłoby zasłonić wnętrze bagażnika, oraz jakichkolwiek schowków na niewielkie przedmioty. Jeśli szukacie koła zapasowego, nie szperajcie w bagażniku – zapas znajduje się pod podłogą, a żeby się do niego dostać, należy odkręcić śrubę znajdującą się w bagażniku i opuścić koło. Śruba w wielu egzemplarzach jest zapieczona, a koło, narażone na warunki atmosferyczne, w opłakanym stanie. Warto więc zajrzeć do niego wcześniej, aby w razie awarii nie okazało się, że z niego nie skorzystacie.

thumb_IMG_6741_1024

Skoro już jesteśmy we wnętrzu, kolej na jego przednią część. Fotele są wygodne, a w moim egzemplarzu seryjne stołki zastąpiły półskóry z wersji GTI. Połączenie skóry, materiału i alkantary świetnie sprawdza się na co dzień, a jedyną wadą zamontowanych foteli jest to, że w najniższym położeniu wciąż są wyżej niż… seryjne. Deska rozdzielcza nie rozpieszcza liczbą przełączników, dzięki czemu łatwo je namierzyć. Ogrzewanie jest bardzo skuteczne, mały silnik szybko się nagrzewa. Brak klimatyzacji rekompensuje sprawny nawiew oraz możliwość uchylenia tylnych szyb, które zastąpiły pierwotnie zamontowane w tej wersji metalowe osłony. Wskaźniki są czytelne i zawierają wszystko, co potrzeba, czyli: prędkościomierz, obrotomierz, wskaźnik poziomu paliwa i temperatury cieczy chłodzącej. Miejsca jest, zapewne z uwagi na brak tylnej kanapy, bardzo dużo. Kierownica, z wersji GTI, jest wyposażona w poduszkę powietrzną i ma regulowaną wysokość. Seryjna plastikowa nie była miła w obejściu, a cena skórzanej była nader zachęcająca, więc wstyd było nie kupić. Deska oraz boczki drzwi – w części tapicerowane – są wykonane z twardego plastiku, który dość dobrze opiera się zarysowaniom i nie skrzypi w czasie jazdy. Dwukolorowe seryjnie wnętrze aktualnie jest jednokolorowe: dotychczas szare nakładki słupków i podsufitka zostały pomalowane na czarno, dzięki czemu wnętrze nabrało sportowego sznytu rodem z serii M. Osiągi może się i nie poprawiły, ale radość z jazdy wzrosła niesamowicie ;).

thumb_IMG_6762_1024

Podsumowując, muszę stwierdzić, że pierwsze dłuższe spotkanie z francuską motoryzacją jest dla mnie jak najbardziej udane. Peugeot żwawo jeździ, mało pali i prawie w ogóle nie chce się psuć, co w codziennej eksploatacji trzeba uznać za niesamowitą zaletę. Braki w wyposażeniu rekompensuje niesamowitą frajdą z jazdy, a nadmierna głośność dostała niedawno manto – cały tył 206-tki został własnoręcznie wygłuszony, więc nawet przy prędkościach autostradowych można nareszcie słuchać radia i z grubsza rozpoznawać lecące utwory ;). Już kilkukrotnie miałem się rozstać z poczciwym vanem, ale jakoś nie mogę. Świadomość, że dużo mocniejszy i zdecydowanie lepiej wyposażony następca może nie dawać tyle radości z jazdy jest na tyle przytłaczająca, że nie zdecydowałem się jak na razie na tak drastyczny ruch.

kilka danych, w końcu to test…
oznaczenie silnika 1.4 HDi, turbo diesel
zasilanie Common Rail
liczba cylindrów 4 w układzie rzędowym
liczba zaworów 8
skrzynia 5-biegowa
max. moc 50 kW/67 KM przy 4 000 obr./min.
max. moment obr. 150 Nm przy 1 750 obr./min.
0–100 km/h 14,7 sek. – wydaję się żwawszy
max. prędkość 170 km/h – zmierzone
masa własna 974 kg
dop. masa całkowita 1 525 kg
rozmiar opon 175/65 R14