test Mercedes W124

Porównanie BMW e34 z Mercedesem W124

Czy można porównywać BMW e34 z Mercedesem W124? Pewnie, czemu nie? Ta sama klasa, rok produkcji, silniki o podobnej pojemności. Żeby nie było tak różowo – są też i różnice, przede wszystkim w zakresie zastosowanej skrzyni biegów, mocy, liczby poprzednich właścicieli i przebiegu. Każde z przedstawionych aut ma swoich zagorzałych fanów, ale na pewno znajdzie się spore grono wciąż niezdecydowanych. Może nasze porównanie ułatwi wybór?

Teoretycznie zakup takich aut nie stanowi specjalnego wyzwania finansowego, wystarczy już kilka tysięcy złotych, jednak znalezienie egzemplarza niewymagającego ingerencji blacharza czy lakiernika i we wciąż rozsądnej cenie jest już niemal niewykonalne. Egzemplarze w dobrym stanie i nieskażone agrotuningiem z roku na rok są droższe i coraz bardziej poszukiwane. Grono osób doceniających solidność wykonania i względną prostotę konstrukcji wciąż rośnie. Pierwsze 23 lata swego technicznego żywota bohaterowie tego porównania spędzili u naszych zachodnich sąsiadów. Sądząc po stanie zewnętrznym i wewnętrznym, obchodzili się z nimi w miarę rozsądnie, choć 25 lat eksploatacji widać tu i ówdzie.

zdjęcie nr 10

Muszę się przyznać, że moim celem nie było szczegółowe wnikanie w suche dane techniczne i eksploatacyjne, które można bez wysiłku odnaleźć w sieci, ale podzielenie się spostrzeżeniami z ponad półtorarocznej, acz niezbyt intensywnej, eksploatacji. Nie da się ukryć, że porównanie będzie zdecydowanie subiektywne i w dużej mierze oparte na widzimisię autora.

Trochę historii?

Bardzo proszę. Mercedes W124 trafił na rynek w listopadzie 1984 roku, BMW e34 – w lutym 1988 roku.

Majestatyczna sylwetka W124 wskazuje, że w latach 80. Mercedes nie miał w zwyczaju szokowania swoich klientów. Odmieniło mu się dopiero kilkanaście lat później, podczas prezentacji następcy – modelu W210. W124 pochodzi z 1990 roku i jest to model po pierwszym liftingu. W porównaniu do tego, jak dzisiaj rozumiemy lifting, zmiany po 5 latach obecności na rynku były naprawdę kosmetyczne. Dodano trochę chromu i uszczęśliwiono właścicieli szerokimi listwami na drzwiach oraz błotnikach, które skutecznie skróciły życie wielu egzemplarzom, gdyż rdzewiały pod nimi na potęgę. Silnik, skrzynia, zawieszenie i wnętrze – praktycznie bez zmian.

Z 1990 roku pochodzi również e34, jednak jego sylwetki na pewno nie sposób nazwać majestatyczną . Wygląda na dłuższe, szersze, niższe i zdecydowanie bardziej sportowe auto, choć na papierze różnice są minimalne, ba, Mercedes jest 20 mm dłuższy. Model e34 miał być przełomowy nie tylko ze względu na stylistykę i zastosowaną technologię – poprzednik, poczciwe e28, pod koniec produkcji sprzedawał się tak słabo, że aż wstyd i to właśnie e34 miało zapewnić producentowi godziwe zyski. Wyniki sprzedaży w 1987 roku w Republice Federalnej Niemiec: e28 troszkę ponad 20 000 szt., W124 troszkę ponad 150 000 szt., co –  nawet biorąc pod uwagę, iż Mercedes występował w kilku wariantach nadwoziowych – i tak jest istną przepaścią.

zdjęcie nr 1

Co znajdziemy w środku?
W Mercedesie, zgodnie z przewidywaniami: klasycznie, przestronnie i komfortowo. Zastana we wnętrzu elegancja zależy od wyposażenia konkretnego egzemplarza, którym mój zdecydowanie nie powala. Posiada wspomaganie układu kierowniczego, ABS, aluminiowe felgi, elektrycznie otwierany i uchylany dach, wspomaganie kierownicy, antenę manualną, centralny zamek na kluczyk oraz elektrycznie regulowane prawe lusterko, bo w końcu nie ma co przesadzać z elektryką; lewe jest w zasięgu ręki i można je obsłużyć manualnie! Oczywiście lista wyposażenia dodatkowego była długa i zawiła, a niemal każdy element można było dokupić oddzielnie – czasy pakietów wyposażeniowych w Mercedesach tej klasy zapoczątkowało dopiero wspomniane wyżej W210. Dlatego doposażenie w klimatyzację, nawet automatyczną, czy w elektrycznie sterowane skórzane fotele z pamięcią nie stanowiło problemu, w końcu kto bogatemu zabroni? Prezentowany egzemplarz kosztował w 1990 roku trochę ponad 50 000 DM, w podobnej cenie oferowano również e34. Pozycja za kierownicą jest wysoka, wielbiciele jazdy czterema literami po asfalcie nie będą zachwyceni. Za to siedzi się wygodnie i nawet ponad 800-kilometrowa podróż z przystankami jedynie na siusiu i tankowanie nie daje się we znaki.

Fotele są wyprofilowane dość oszczędnie, ale na tyle skutecznie, że na zakrętach trudno z nich wypaść. Zresztą zawsze można złapać się kierownicy, która ma ogromną, nie wiedzieć czemu, średnicę i jest cała plastikowa. Za to do zestawu wskaźników trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Są do bólu czytelnie, a zakres przekazywanych informacji naprawdę zacny. Poza zwyczajowym prędkościomierzem, obrotomierzem, zegarkiem, wskaźnikiem poziomu paliwa i temperatury cieczy chłodzącej znajdziemy też wskaźnik ciśnienia oleju oraz ekonomizer. Patrzenie na wskazania tego ostatniego nie polecam, szkoda nerwów. Sterowanie ogrzewaniem jest bardzo proste, możliwe jest oddzielne dostosowanie temperatury dla kierowcy oraz pasażera, choć brak klimatyzacji powoduje, że nie należy przykładać specjalnej wagi do ustawionych cyferek. Pozostałych przełączników nie ma zbyt wiele i są umiejscowione typowo, tj. na konsoli środkowej oraz na desce rozdzielczej po lewej stronie kolumny kierowniczej, a ich obsługa jest prosta i bezproblemowa.

zdjęcie nr 3

Lusterka zewnętrzne, z których jeszcze kilka lat temu seryjnie ginęły wkłady, dają się dobrze ustawić i choć prawe jest węższe, pozwalają na bezpieczne poruszanie się po zatłoczonym mieście. Jakieś udziwnienia we wnętrzu? Oczywiście! Mamy więc do dyspozycji sztandarowy pomysł na zintegrowanie manetki od kierunkowskazów i świateł drogowych z włącznikiem wycieraczek. Przełącznika po prawej stronie kolumny kierowniczej: brak. Wycieraczka jest jedna i posiada zmyślny mechanizm ze zmiennym skokiem i trzeba przyznać, że patent jest naprawdę skuteczny. Zbiera z całej szyby i śmiga aż miło. Poza tym nie ma co szukać dźwigni hamulca ręcznego pomiędzy przednimi fotelami – w Mercedesie hamulec ręczny zaciąga się, wciskając pedał zlokalizowany nad nadkolem, a zwalnia czerwoną dźwignią pod deską rozdzielczą. Ile miejsca dla pasażerów zarezerwował Mercedes? Kierowca i pasażer siedzą wygodnie, zakres regulacji fotela jest wystarczający, z tyłu także jest obszernie, a wysoko zamontowane siedzisko kanapy ułatwia wsiadanie, co kilkakrotnie z dużą radością odnotowała moja Babcia. Bagażnik o pojemności 520 litrów ma regularne kształty, nie straszy gołą blachą, a trójkąt ostrzegawczy na klapie bagażnika jednoznacznie wskazuje, czyj bagażnik oglądamy.

Możliwości transportowe ogranicza jednie brak możliwości składania oparcia kanapy. Nie zapominajmy jednak, że to limuzyna, a producent ze Stuttgartu oferował W124 również w wersji kombi, która potrzeby transportowe zaspokajała w stopniu więcej niż znacznym. Pod podłogą bagażnika odnajdziemy pełnowymiarowe koło zapasowe, a jak mamy szczęście i poprzedni właściciele nie byli kolekcjonerami, to również zestaw narzędzi w ciemnoczerwonej torbie z gwiazdą oraz lewarek. Jedyną stwierdzoną podczas eksploatacji wadą jest nagrzewanie się schowków znajdujących się po obu stronach bagażnika po dłuższej podróży, więc zdecydowanie nie nadają się do transportu lodów. Co najchętniej się zużywa we wnętrzu Mercedesa? Oczywiście lewy boczek fotela kierowcy, który często jest przetarty „już” po 300 000 km. Widać od razu, Mercedes na pewno zaoszczędził na materiałach. Co jeszcze się poddaje? Konsola środkowa pokryta drewnem –według znawców tematu – prawdziwym, które po 20 latach potrafi sobie trochę popękać. No i to chyba tyle, przebieg rzędu 300 000 km bez zająknięcia wytrzymuje podsufitka, kierownica i drążek zmiany biegów.

zdjęcie nr 2

W BMW natomiast nie jest ani klasycznie, ani przesadnie elegancko. Zarówno pozycja za kierownicą, jak i sama trójramienna kierownica pokryta skórą i o znacznie mniejszej średnicy, od razu mówią, że to doznania z jazdy są tutaj najważniejsze. Siedzi się tu nisko i aby osiągnąć taką pozycję w Mercedesie, musielibyście wytargać z niego fotel. Deska rozdzielcza jest zdecydowanie smuklejsza niż u konkurenta, a oddalona i bardziej pochylona niż w Mercedesie przednia szyba powodują poczucie obcowania z dużo większą przestrzenią. Elektrycznie sterowane przednie fotele dają się regulować w większym zakresie niż w W124, a pamięć ustawień fotela kierowcy jest przydatnym bajerem, szczególnie wtedy, gdy chętnych do kierowania jest więcej.

Zegary są czytelne i – w porównaniu z Mercedesem – pozbawione jedynie wskaźnika ciśnienia oleju, ale za to wyposażone w komputer OBC, który szczególnie po odblokowaniu ukrytych funkcji, pokazuje naprawdę sporo różnego rodzaju danych eksploatacyjnych, m.in. średnie spalanie, chwilowe spalanie, zasięgi, średnią prędkość, czas osiągnięcia celu podróży. Sterowanie komputerem odbywa się za pomocą lewej dźwigni przy kierownicy bądź przyciskami umieszczonymi na konsoli środkowej. Tutaj również nie polecam śledzenia wskaźnika chwilowego spalania, który został wyposażony w dane liczbowe, a uzyskanie maksymalnych odczytów udaje się nad wyraz łatwo. Nadzwyczaj czytelne wskaźniki informują również o konieczności wykonania inspekcji olejowej. Sterowanie nawiewem również jest dwustrefowe i skutecznością przebija MB. Tutaj nie odnajdziemy niespodzianek, jedynym odstępstwem od normy jest umieszczenie sterowania szybami w okolicy drążka hamulca ręcznego. Podobny pomysł miał Saab, ale skończył – jak wiemy – gorzej niż koncern z Monachium.

zdjęcie nr 5

Jakie jeszcze wyposażenie skrywa BMW? Bogatsze niż w Mercedesie, ale do pełnej opcji i tutaj daleko. Na pokładzie znajdziemy wspomaganie układu kierowniczego, ABS, elektryczne szyby i lusterka, elektrycznie otwierany i uchylany dach, elektrycznie sterowane fotele przednie, aluminiowe felgi, pełny komputer OBC, zewnętrzny M pakiet (pozbawiony niestety jeszcze w Niemczech przez amatora cudzej własności przedniego zderzaka) i trójramienną kierownicę pokrytą skórą. Bagażnik również tapicerowany, pojemność mniejsza, całe 460 litrów, jest też wyraźnie płytszy. Pod podłogą pełnowymiarowy zapas, a zestaw kluczy, jak to w BMW, znajdziemy w schowku na klapie bagażnika – takie rozwiązanie docenimy w przypadku konieczności wyjęcia kluczy z załadowanego bagażnika. A co jest najfajniejsze we wnętrzu beemki? Oczywiście podświetlenie wskaźników i pozostałych elementów obsługi. Ta masa światełek nieustająco robi na mnie wrażenie. Z upływem czasu problemem staje się odklejająca się podsufitka i tapicerka boczków drzwi, chętnie wycierają się kierownica i drążek zmiany biegów, a do rzadkości nie należy przetarty na siedzisku fotel kierowcy.
zdjęcie nr 4

Co znajdziemy pod maską i jak tak w ogóle się tym jeździ?
Mercedesa napędza 6 cylindrowa benzynowa rzędówka o pojemności 2 599 cm3 i 12 zaworach. Zgodnie z fabryczną nomenklaturą zwie się ona M103 i generuje maksymalny moment obrotowy w wysokości 220 Nm przy 4 600 obrotach wału korbowego na minutę oraz 160 KM maksymalnej mocy przy 5 800 obrotach. Skrzynia biegów to manualna „piątka”. Jak pracuje silnik Mercedesa? Harmonijnie. Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z sześcioma cylindrami. 124-ka wkręca się „na obroty” chętnie i jest całkiem elastyczna. Jazda na piątym biegu z prędkością obrotową oscylującą w okolicy 2 000 jest jak najbardziej możliwa. Delikatne przyspieszanie również, jednak każda chęć nabrania prędkości w akceptowalnym czasie wymaga zredukowania biegu. Skrzynia działa sprawnie, biegi nie haczą, a drążek ma akceptowalne drogi prowadzenia. Odniosłem jednak wrażenie, że skrzynia po prostu nie lubi szybkiej zmiany biegów. Zaskoczyć może „umiejscowienie” biegu wstecznego, ale rzut oka na drążek rozwiewa wszelkie wątpliwości.

Napęd Mercedesa można szczególnie docenić podczas jazdy pozamiejskiej. Traktowany spokojnie pomrukuje nieznacznie, gdy jednak trochę go pogonimy, budzi się w nim prawdziwy zwierz. Na wysokich obrotach auto zaskakuje przyspieszeniem, a dźwięk silnika wciąż jest rasowy i nie męczy bębenków. Przy 120 km/h na piątym biegu prędkość obrotowa to mniej więcej 3 000, przy 140 troszkę ponad 3 500.

Podczas jazdy po mieście zalecany jest spokój, dynamiczna jazda nie sprawia specjalnej przyjemności, a uzyskanie sensownej dynamiki wymaga utrzymywania wysokich obrotów.
Jeżeli jesteśmy przy osiągach to wygląda to następująco: 100 km/h mamy po około 9 sekundach, a koniec podbojów dróg i poboczy następuje przy 220 km/h. A jak spisuje się zawieszenie? Zgodnie z przewidywaniami Mercedes jest zestrojony komfortowo, a sprawne zawieszenie jest w stanie wiele wybaczyć nawierzchni. Na 15 calowych felgach z niemałym balonem jeździ się naprawdę przyjemnie. Dużym zaskoczeniem jest zachowanie na zakrętach. Jadąc po prostej, odnosi się wrażenie, że na zakrętach to będzie prawdziwa tragedia, pojedziemy trochę szybciej i wystrzelimy w pejzaż. Jest inaczej, każdy kolejny zakręt udowadnia, że na Mercedesie nic nie robi wrażenia. Po prostu przejeżdża szybko i sprawnie, a tylko na śliskiej nawierzchni podczas pokonywania ostrych zakrętów tył potrafi trochę nabroić. A wtedy wystarczy delikatna kontra, dodanie/ujęcie gazu i śmigamy dalej. Kontrola trakcji jest zbędna, a tylny napęd można docenić również podczas przyspieszania, gdy na skrętne koła nie działają żadne dodatkowe siły. Należy też docenić niezwykłą zwinność podczas manewrów, średnicą zawracania Mercedes może zadziwić sporo mniejsze auta.

zdjęcie nr 6

BMW również skrywa pod maską 6 cylindrów w układzie rzędowym o pojemności skokowej 2494 cm3. Benzynowy silnik o oznaczeniu M50B25 już na fabrycznym wydechu pracuje basowo, a na wolnych obrotach spokojnie może udawać, że ma dwa cylindry więcej. Jednostka napędowa pozbawiona jest jeszcze układu zmiennych faz rozrządu (Vanos), który swoją premierę miał w silnikach M50 w 1992 roku. W odróżnieniu od konkurenta, zasilanie mamy tutaj 24-zaworowe. Moment obrotowy, o maksymalnej wartości 250Nm, osiągany jest przy 4 200 obrotów, a maksymalna moc 192 KM przy 5 900 obrotów. Na papierze nieźle, jak w praktyce? Jedynie przyzwoicie, gdyż dynamikę jednostki napędowej ogranicza w moim egzemplarzu automatyczna, pięciostopniowa skrzynia biegów. I choć działa sprawnie i dość szybko, to do dwusprzęgłówek trochę jej brakuje. Oczywiście nie odnajdziemy tu możliwości ręcznej zmiany biegów, z której i tak swoją drogą użytkownicy automatów nie korzystają, do dyspozycji są za to trzy tryby pracy: ekonomiczny, sportowy i zimowy.

Turlając się po mieście, docenimy brak sprzęgła, choć utraconej dynamiki wciąż żal. Sytuację ratuje tryb sport, w którym silnik wkręca się wyżej, a kick down jest gwałtowniejszy. Na osiągnięcie 100 km/h potrzebujemy około 9,5 sekundy, a maksymalna uzyskana prędkość to 220 km/h. Mimo gorszych zmierzonych osiągów i automatu to właśnie e34 wydaje się być szybsze i stworzone do dynamicznej jazdy. Na takie odczucie ma wpływ pozycja za kierownicą oraz zachowanie silnika i zawieszenia. A właśnie zawieszenie niemal dla każdego właściciela BMW okazuje się za wysokie, a zamontowane kółka – za małe. Tak też myślał pierwszy właściciel e34 i wyposażył auto w pełne zawieszenie firmy HR. Jest niżej i zdecydowanie twardziej niż w serii. Całości dopełniają opcjonalne 16-calowe felgi. Jak można się domyślać, na równej nawierzchni jest cudownie, układ kierowniczy jest mega precyzyjny, a zakręty połykane są bez zająknięcia. Uważać należy tylko podczas jazdy po śliskiej nawierzchni. Nieopatrzne wciśnięcie gazu i redukcja mogą spowodować uślizg tyłu nie tylko w zakręcie, lecz także podczas zmiany pasa ruchu przy prędkości 60 km/h. Tak jak w przypadku Mercedesa, opanowanie zapędów do jazdy bokiem dla średnio wprawnego kierowcy nie powinno stanowić problemu, dobrze jednak wcześniej poćwiczyć takie manewry na placu wyłączonym z ruchu. Również podczas ruszania tylna oś ma tendencję do uślizgu, który jednak nie jest w stanie wytrącić auta z równowagi. A co się dzieje na nawierzchni typu B? Dzieje się źle, naprawdę źle. Auto na wybojach traci kontakt z rzeczywistością, podskakuje jak piłeczka, a każde wjechanie w dołek sprawia kierowcy niemal fizyczny ból. Co najbardziej nie podoba mi się w BMW? Dźwięk silnika na wysokich obrotach. BMW nie pracuje tak harmonijnie i basowo jak Mercedes, przypomina raczej wysokoobrotowego Japończyka.

zdjęcie nr 7

Eksploatacja, koszty, słabe strony.

Mercedes
Spalanie poza miastem przy rozważnej jeździe na poziomie 10 litrów na 100 km jest jak najbardziej osiągalne, dynamiczna jazda to do półtora litra więcej. W zatłoczonym mieście Mercedes życzy sobie od 11 do 13 litrów, oczywiście zależnie od zacięcia kierującego i poziomu owego zatłoczenia.
Silnik po przebiegu 300 000 km wciąż sprawuje się bardzo dobrze i jedynym problemem jest zbyt duży apetyt na olej silnikowy sięgający około 0,5 litra na 1 000 km. Czy zaaplikowanie podwójnej dawki Ceramizera CS okaże się skuteczne, będę mógł powiedzieć dopiero po przejechaniu co najmniej 1500 km. Problemem w moim egzemplarzu okazał się być tylny most, który zawodził niesamowicie przy prędkości około 80 km/h. Poszukiwanie używanego w dobrym stanie okazało się niewykonalne, sprzedający nawet nie próbowali się upierać, że wiedzą, w jakim stanie jest oferowany przez nich towar. Regeneracja jest możliwa, ale jej koszt przekracza 1000 zł i też nie daje 100% gwarancji na brak niepokojących dźwięków. Zapadła decyzja o niskobudżetowej opcji załatwienia problemu, czyli wymianie oleju i dodaniu Ceramizera CB. Podczas powrotu z warsztatu wycie było wyraźnie cichsze, a po przejechaniu kilkunastu kilometrów niemalże ustało. Pozostał jedynie nieznaczny szum, który nie powoduje specjalnego dyskomfortu podczas podróży.

zdjęcie nr 9

Mechaniczny wtrysk, wokół którego narosło wiele legend, może sprawiać problemy w przypadku zamontowania instalacji gazowej. Mój egzemplarz nigdy nie pracował na paliwie alternatywnym, a wtrysk nie wykazuje żadnych oznak zużycia.
Do słabych stron W124 należy przede wszystkim nadwozie, a dokładniej – słabe zabezpieczenie przed korozją. Przed zakupem Mercedesa sprawdźcie koniecznie, w jakim stanie znajdują się: podłużnice, podłoga, progi, nadkola, doły drzwi, przednie błotniki, okolice szyby czołowej i tylnej oraz drzwi i błotniki tuż nad listwami. Jak widać, trochę tego jest. Wszelkie naprawy komplikuje ograniczona dostępność sensownych zamienników, a oryginały są drogie i równie trudno dostępne. Części używanych jest cała masa, ale niestety często okazują się niewiele lepsze od posiadanych.
Ewentualne problemy z elektryką, a konkretniej wiązką silnika, nie zdarzają się tak często, jak w innych modelach Mercedesa z tamtego okresu. Ewentualny problem w tym zakresie można rozwiązać, zlecając wykonanie nowej wiązki, koszt nie powinien przekroczyć 300 zł.

BMW
Spalanie na trasie, podobne jak w przypadku Mercedesa, zwykle nie przekracza 10 litrów na 100 km, naprawdę dynamiczna jazda wymaga około 12. W mieście wszystko zależy od stylu jazdy i natężenia ruchu. Minimum to 11 litrów, maksimum na krótkich odcinkach to nawet 18. Realnie można się zamknąć w 13, 14 litrach. Silnik po niecałych 150 000 km wydaje się być nawet niedotarty, a eksploatacja auta z automatem niewątpliwie go oszczędziła. Tu również profilaktycznie zagościł Ceramizer, i – jak w przypadku Mercedesa – za wcześnie na ocenę jego działania.

zdjęcie nr 11

Słabe strony? Oczywiście, nadwozie. Obowiązkowo sprawdzamy progi, doły drzwi, tylne błotniki, wlew paliwa, tylny pas, klapę w okolicach lampek oświetlenia tablicy rejestracyjnej i doły przednich błotników.
Lubi szwankować przekładnia kierownicza, uważnie należy się przyjrzeć zawieszeniu, którego naprawa przy użyciu firmowych części bywa kosztowna, i silnikowi, gdzie wycieki i awarie osprzętu też mogą się zdarzyć.

zdjęcie nr 8

Podsumowanie
Odpowiedź na pytanie, które auto uznaje za lepsze, jest trudna. Przypomina znany ludzkości od wieków dylemat: blondynka czy brunetka, córka czy teściowa i tak dalej. Mając jednak do dyspozycji oba pojazdy zauważyłem, że wyjeżdżając poza miasto, najczęściej wybieram Mercedesa, który oferuje zjawiskowy komfort i odpoczynek w trakcie podróży. Widok gwiazdy umieszczonej na środku maski działa kojąco, a dynamika na wysokich obrotach pozwala na swobodne wyprzedzanie. Do świateł nie mam żadnych zastrzeżeń, a wymiana żarówki to totalna łatwizna.
Natomiast po mieście chętniej poruszam się BMW. Mocny silnik w połączeniu z automatem świetnie nadaje się do wyskoczenia „po bułki”, a natrafienie przy okazji na śliską nawierzchnię znacząco wydłuża czas dostawy. Kierownica o normalnej średnicy pozwala na swobodne manewrowanie pomiędzy innymi autami, a wydajne ogrzewanie szczególnie cieszy podczas pokonywania krótkich dystansów. Parkowanie wymaga oczywiście odpowiednio dużego miejsca, ale widoczność jest naprawdę dobra i można się obyć bez czujników parkowania.

Które auto bardziej nadaje się do jazdy na co dzień? Ich wspólnym wrogiem jest korozja i to w niej upatrywałbym największego zagrożenia dla codziennej eksploatacji. Jeżeli jesteście w stanie przeboleć ten fakt, to jeżdżenie 25-letnim zadbanym autem, może sprawiać naprawdę dużo przyjemności. Osiągi nie odstają od współczesnych aut, komfort również. Spalanie 10, a nawet 12 litrów na 100 km w mieście też nie powinno szokować, 3-litrowy diesel w BMW e39 zadowala się podobną ilością paliwa, a naprawa ewentualnych awarii bywa w nim bardzo kosztowna. Jakiego więc auta szukać? Jeżeli stawiasz na komfort, proponuję poszukiwanie W124 wyposażonego w mocną benzynę lub 3-litrowego  turbodiesla z klimatyzacją i automatyczną skrzynią biegów. Jeżeli natomiast jesteś fanem częstej utraty przyczepności i szybkiego pokonywania zakrętów, szukaj e34 z manualem, koniecznie z 6- lub 8-cylindrową jednostką pod maską. Wysokie koszty paliwa można zminimalizować, zakładając przyzwoitą instalację gazową, i za niewielkie pieniądze czerpać radość z jazdy.

Zapraszam do dzielenia się Waszymi opiniami na temat opisywanych aut na naszym profilu Facebook.