Volkswagen LT, czyli atrakcja na piąt(kę)ek.

Gdy dwa dni wcześniej mój osobisty szwagier zapytał, czy nie byłbym w stanie załatwić jakiegoś dostawczaka na piątek, pomyślałem… i tu mała dygresja, posiadający szwagra już to wiedzą, tych którzy jeszcze nie mają takowego w gronie najbliższych znajomych, uświadamiam: mając na względzie poprawne stosunki z małżonką, warto na takie pytanie odpowiedzieć: oczywiście, z chęcią. W poszukiwaniu rzeczonego busa, mającego służyć do przewozu mebli, udałem się do kolegi, który posiada dość ekscentryczny pojazd, a mianowicie Volkswagena LT 31 w białym, niezwykle modnym w tym sezonie, kolorze.

IMG_4586

Pomyślałem, że skoro mam tak rozrywkowo spędzić piątkowy wieczór, to chociaż pojeżdżę sobie fajnym autem. Współczesne pojazdy dostawcze są tak ładne i luksusowe, że przewożenie nimi czegoś poza pluszakami musi wiązać się z ogromnym stresem. Co będzie, jak coś nie wyjdzie i zarysujemy te pięknie ukształtowane linie nadwozia? Czy zbyt bogate wyposażenie nie odwróci naszej uwagi od drogi? Targany zupełnie innymi wątpliwościami wpakowałem się za kierownicę Volkswagena, wcześniej majstrując dłuższą chwilę przy zamku drzwi. A majstrowałem nie byle czym, bo bardzo fajnym kluczykiem, będącym jednocześnie znaczkiem VW. Na pewno okaże się, że ekscytowałem się kluczykiem należącym do wyposażenia każdego Golfa z tamtych lat, ale naprawdę jest fajny. Widać dbałość o szczegóły, której tak mi brakuje w wielu współczesnych autach. Niby cała masa bajerów na pokładzie, ale kluczyk – wróć – karta ma logo z plastiku, który po jakimś czasie bezczelnie się odkleja i od tej chwili mamy kluczykowego no name’a.

IMG_4577

Siedząc już w fotelu zacząłem się rozglądać po wnętrzu. Pozycja za kierownicą zdecydowanie intrygująca. Fotela nie ustawiałem, jak zresztą w każdym dostawczaku, którym wcześniej jeździłem. To samo tyczy się lusterek zewnętrznych. W każdej osobówce czynności ustawienia fotela, a później lusterek, zajmują mi kupę czasu, ustawiam, przestawiam i wciąż nie uzyskuję idealnej pozycji. A tutaj, mimo że właściciel auta znacząco różni się ode mnie wzrostem, korekta ustawień okazała się zupełnie zbędna. Co jest tak ciekawego w pozycji za kierownicą? Otóż kierownica została ustawiona typowo autobusowo, czyli tak jakoś poziomo, a liczniki dziwnie pionowo. Innymi słowy, na kierownicy można swobodnie wypocząć, a obserwacja zegarów wymaga niezwykle elastycznej szyi. Wskaźniki ograniczają się do prędkościomierza wyskalowanego optymistycznie do 180 km/h, wskaźnika poziomu paliwa, temperatury i zegarka, który odmierzał czas według sobie tylko znanej strefy czasowej, w której wciąż było 5 po 3.

IMG_4572

Rozpoczynając podróż w stronę prestiżowej dzielnicy biurowej, miałem okazję przyjrzeć się wnętrzu, nabrałem również pierwszych obaw o osiągi, a raczej ich brak, nie zapominając, że wciąż poruszam się jeszcze autem niezaładowanym. Wnętrze trzyosobowe, choć z powodu umieszczenia zespołu napędowego, środkowe miejsce do najwygodniejszych nie należy. Brak radia służył dalszej kontemplacji nad rozwiązaniami zastosowanymi we wnętrzu. Zaskakuje liczba oraz pojemność schowków, szczególnie schowka przed pasażerami. Jest naprawdę spory i jego wieko zajmuje jakieś ¾ szerokości deski rozdzielczej. Ponadto mamy do dyspozycji schowek na monety i parę innych pomniejszych. Jedynym schowkowym zaskoczeniem okazuje się klapka umiejscowiona tuż przed szybą, pod którą umieszczono wlew płynu hamulcowego.

IMG_4602

Jazda LT-kiem jest bardzo przyjemna. Siedzi się wysoko, można spokojnie zamrugać do właścicieli SUV-ów, hamulce są wystarczające, kierownica niespecjalnie oderwana od rzeczywistości, choć sprawne nią kręcenie, z uwagi na rozmiary i umiejscowienie, wymaga praktyki. Widoczność dzięki sporym lusterkom zewnętrznym jest bardzo dobra, a przyczepić się można jedynie do średniej zwrotności w sytuacjach typowo parkingowych. Przekonałem się o tym podczas manewrowania po parkingu biurowca, na który nie tak ławo było się dostać. Czujna Pani na parkingowej bramce uparcie twierdziła, że nikt nie zgłosił mojego wjazdu, obdzwoniła w międzyczasie jakieś pięćdziesiąt osób i po jakichś piętnastu minutach dostąpiłem łaski wjazdu na parking. Przyznacie, że LT jak żadne inne współczesne auto pasuje do takich przestrzeni.

IMG_4587

Wracając do zwrotności, tu właśnie okazało się, że jest dość ograniczona. Za każdym razem przy zawracaniu byłem przekonany, że się zmieszczę i za każdym razem się myliłem. Bez sensu. Po dopakowaniu mebelkami wyruszyliśmy, już w poszerzonym o szwagra składzie, w trasę.

IMG_4581

Do przejechania mieliśmy około 100 km po drodze ekspresowej. I okazało się, że VW jest idealnym autem na takie wyprawy. Obawa o fotoradary, zakrzakowych policjantów, nastroszone kamerami nieoznakowane radiowozy po prostu nie istnieje z jednego, oczywistego powodu. LT-kiem, zwłaszcza obciążonym, niełatwo jest przekroczyć dozwoloną prędkość.

IMG_4575

Rozumie to każdy, kto poruszał się obciążonym czterema osobami i bagażem Mercedesem W124 z wolnossącym, dwulitrowym dieslem. VW również widzi górkę, zanim my ją zobaczymy, sygnalizując zmianę wysokości znacznym spadkiem prędkości. Rodzi to również pewne problemy praktyczne, zwane popularnie tirami. Na prostej jeszcze można z nimi powalczyć, jadąc pod górkę trzeba uznać ich wyższość. Wolnossący diesel, o zatrważającej jak na dzisiejsze czasy pojemności 2400 cm3, nie należy do specjalnie mocnych, legitymując się całymi 59 końmi. Niezależnie od tego, czy piąty bieg wrzucimy przy 40 kilometrach na godzinę czy przy 60, auto i tak nie przyspiesza, utrzymywanie wysokich obrotów nie ma więc specjalnego sensu. Skrzynia biegów zasłużyła na oddzielny wątek. Po pierwsze, sterowanie z jedynką do tyłu. Wielbiciele mocnych wersji niektórych modeli Mercedesów i BMW z lat 80. znają to rozwiązanie i niezwykle sobie chwalą, niestety nie wiem, dlaczego. W LT-ku jest trochę nieszczęśliwe. Z wyszukaniem jedynki nie ma oczywiście problemu, wrzucenie wyższego biegu również nie nastręcza problemów. Gorzej z redukcją biegów, nierzadko trzeba się chwilę zastanowić, czy aby na pewno wrzuciliśmy właściwy. Ale biorąc pod uwagę brak elastyczności jednostki napędowej spokojnie można wrzucić jakikolwiek bieg i toczyć się dostojnie dalej. Sam drążek zmiany biegów wyrasta wprost z podłogi i ma chyba z metr. Przy takich wymiarach ciężko o precyzję, ale jak wspomniałem wyżej, i tak nie ma to większego znaczenia. Skoro prawie nie jeździ, nie wygląda nowocześnie ani oldschoolowo, to czy ma jakieś zalety? Oczywiście, że ma. Przede wszystkim naprawdę sporo się do niego zmieści, pali niewiele, bo przy sporym obciążeniu i nieustannych testach dynamicznych niecałe 10 litrów ON na 100 km. Poza tym można nim przewozić nawet sporo warte precjoza, bo widząc LT-ka i tak nikt nie pomyśli, że na „pace” przewozi coś wartościowego. Ogrzewanie jest bardzo wydajne, hamulce wystarczające do uzyskiwanych osiągów, a awaryjność to pojęcie zupełnie obce zadbanym egzemplarzom. Korozja również nie naznaczyła naszego egzemplarza, fabryczne zabezpieczenie antykorozyjne zostało poprawione we własnym zakresie przez właściciela i jak do tej pory spełnia swoje zadanie. Czy LT-ek to fajne auto? Oczywiście. Czy przydatne? Do Chorwacji bym się nim nie wybrał, ale z Warszawy do Radomia można śmigać bez specjalnych obaw. Czego brakuje? Mocniejszego chociaż o kilkanaście koni silnika, choć docenić należy niezwykłą bezawaryjność zamontowanego wolnossaka, który w mieście sprawdza się naprawdę dobrze. Mnogość wersji pozwoli niemal każdemu znaleźć coś dla siebie. Kamper, karetka, a może wersja terenowa? Nie ma problemu, w ogłoszeniach można znaleźć jeszcze sporo różnorakich propozycji. Powodzenia w poszukiwaniach!

LT kamper

LT ambu

LT wysoki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *